Jerzy Kijewski
Zagłada mamutów
Copyright © by Jerzy Kijewski
New York 2008-2010
All rights reserved
Ostatnia epoka lodowcowa – kontrowersje
SPIS TREŚCI
Dramat przełomu plejstocen/holocen
Mit „nasuwającego się lodowca” i mit „głazów narzutowych”
Epoka lodowcowa – epoka której nie było
Fauna plejstoceńska, która wyginęła wraz z nastaniem holocenu
Pierwsi ludzie w Ameryce
Różnice poziomu oceanów w holocenie
Sahul i Sunda
Mit „nasuwającego się lodowca” i mit „głazów narzutowych”
Powszechnie sądzi się, że eratyki, lub inaczej głazy narzutowe, są to różnej wielkości skalne głazy, przyniesione przez lodowce i pozostawione
na obszarze zlodowacenia. Eratyki (od łac. erraticus czyli błądzący) to różnej wielkości skalne głazy, przyniesione przez lodowce
i pozostawione na obszarze zlodowacenia. W Polsce występują niemal na całym jej obszerze.
Aby uzasadnić jakoś mit „nasuwającego się lodowca” stworzono mit „głazów narzutowych przyniesionych przez lodowiec” – np. do Polski
ze Skandynawii. Otóż lodowce nie przynosiły „głazów narzutowych”, skoro identyczne głazy znajdujemy również w rejonach Ziemi,
gdzie lodowca nigdy nie było.
Nie mogło być tak, że gigantyczny lodowiec „nasuwał się” się na Polskę, podobnie jak nie „nasuwał się” na olbrzymie równiny
środkowo-wschodniej Europy, płn. Syberii i Kanady – bo skąd miałaby się „nasuwać” gigantyczna pokrywa lodowca mająca
do 3 km grubości – z jakich gór? A gdyby nawet jakimś sposobem lodowiec „nasuwał się” na, powiedzmy, płn. Syberię, to by nasuwał się
powoli, a jeśli by tak było, to mamuty przemieszczały by się spokojnie na południe przed „nacierającym czołem lodowca” i nie byłyby
zagrożone. Tak jednak nie było, skoro niektóre mamuty zostały wręcz nagle zabite przez lodowiec i zamrożone tak szybko, że ich mięso
nie zdążyło się nawet zepsuć. A więc lodowiec (lądolód) potopowy prawdopodobnie znikąd się nie „nasuwał” lecz spadł nagle na wielkie
obszary Ziemi jako atmosferyczny opad gigantycznego gradu i śniegu. Lodowiec potopowy był zupełnie nieruchomą pokrywą zalegającą
ogromne obszary Ziemi i oczywiście nie mógł się także „cofać”, lecz jedynie topnieć i parowć. Tworzący się, z opadów atmosferycznych,
lodowiec potopowy nie zawierał oczywiście moreny*, a więc nie mógł również zawierać w sobie „głazów narzutowych”. Tak zwane
„głazy narzutowe” (eratyki), np. w Polsce, pojawiły się w pierwszej fazie potopu, kiedy gigantyczne, kamieniste błoto zmyło żyzną,
przedholocenową glebę, w niżej położone rejony (do mórz, oceanów i w pradoliny rzeczne) odsłaniając, wygładzając i szlifując
(kamienistym błotem) większe głazy, które tkwiły w ziemi „od zawsze”.
* morena, materiał skalny niesiony i osadzany przez lodowiec u jego czoła (m. czołowa), boków (m. boczna) i na dnie (m. denna).
1. Trygław – największy w Polsce „głaz narzutowy” we wsi Tychowo, woj. zachodniopomorskie. Uważa się, że jest to „eratyk”,
który został przetransportowany ze Skandynawii przez ostatnie zlodowacenie (północnopolskie). Obwód głazu wynosi 50 m,
długość 13,7 m, szerokość 9,3 m, łączna wysokość 7,8 m (w tym 4 m zagłębione w ziemię); objętość około 700 m3,
szacowana waga ok. 2000 ton. public domain
2. Mamallapuram, Indie płd. wschodnie. 2006. „Głazy narzutowe” w strefie, gdzie lodowca nigdy nie było. Creative Commons Autor: Tom Maisey
3. Iowa, USA. 2003. Uważa się, że jest to „głaz narzutowy”, który został przetransportowany przez ostatnie zlodowacenie. Autor: Ldpedersen
Różnice pomiędzy dzisiejszymi lodowcami a lodowcem utworzonym przez potop
Tylko lodowce spływające z gór mogą zawierać w sobie morenę jak np. lodowiec Gornergletscher w Alpach. Zdjęcia internetowe
wyraźnie ukazują morenę niesioną przez ten lodowiec. Jednakże lodowiec potopowy, który pojawił się ok. 13,5 tys. lat temu nie zawierał
moreny, ponieważ tworzył się na olbrzymich obszarach płn. Ameryki, Europy i Azji, z gigantycznych opadów wielkiego gradu i śniegu.
Otóż lodowiec potopowy znikąd się nie „nasuwał” ani znikąd nie „spływał”, jak to ma obecnie miejsce w górskich częściach świata,
gdzie lodowiec porusza się od największego wzniesienia w dół.
Jeśli „głazy narzutowe” znajdują się w strefie, w której był kiedyś lodowiec, np. w płn. Polsce, lub Kanadzie, wskazuje się wówczas
na aktywność lodowca, który owe głazy miał przytransportować. Natomiast kiedy znajdujemy podobne „głazy narzutowe” w strefach,
gdzie lodowca nigdy nie było – wówczas nie wspomina się o pochodzeniu owych „eratyków”.
Zagłada mamutów
Gdyby w czasie rzekomo największego zasięgu ostatniego zlodowacenia (20–18 tys. lat temu), północną Europę, Azję i Amerykę
zalegał lodowiec, to mamuty, razem w wielką fauną przedholocenową, wyginęłyby właśnie wtedy. A jednak tak się nie stało, skoro
mamuty, lwy, łosie i wiele innych przedstawicieli plejstoceńskiej fauny żyły spokojnie od setek tysięcy i milionów lat dokładnie do
holocenu (ok. 13 tys. lat temu), daleko poza kręgiem polarnym. Należy tu postawić pytanie, dlaczego mamuty europejskie,
syberyjskie i północno-amerykańskie nie wyginęły 20–18 tys. lat temu, tylko 13–11 tys. lat temu, kiedy epoka lodowcowa miała
się ku końcowi i klimat zaczął rzekomo ocieplać się? I jakim cudem przeżyły, znajdując się ok. 800 km za kołem podbiegunowym
(np. na płw. Tajmyr na Syberii) aż do 13 tys. lat temu? Otóż przed holocenem od dziesiątek lub setek tysięcy lat, daleko za kołem
podbiegunowym żyły lwy, mamuty konie, tury, łosie, nosorożce i od ok. 40 tys. lat temu kromaniończycy
(np. w Mamontowaya Kurya). Jeśli te wielkie ssaki mogły wówczas żyć – to tym bardziej mogłyby żyć w cieplejszym rzekomo
klimacie holocenu. Jednakże holocen nie mógł być „cieplejszym klimatem schyłkowej epoki lodowcowej”, skoro od początku
holocenu aż do chwili obecnej, ssaki te w ogóle nie mogłyby żyć poza kołem podbiegunowym właśnie ze względu na mroźny
klimat panujący od 13 tys. lat.
Obecnie panuje przekonanie, że mamuty były świetnie przystosowane do surowego klimatu epoki lodowcowej i dzięki temu
przeżyły największy zasięg ostatniego zlodowacenia jaki miał rzekomo miejsce 20–18 tys. lat temu, a wyginęły 12 tys. lat temu,
ponieważ nie mogły przystosować się do wiele cieplejszego klimatu w holocenie. Niektórzy uczeni (np. Loren Eisley, amerykański
autor esejów przyrodniczych) wysuwają właśnie tego rodzaju b. wątpliwe przypuszczenie mówiące, że plejstoceńska megafauna
była zbyt dobrze przystosowana do warunków epoki lodowcowej, jednakże nie mogąc już przystosować się do ciepłej epoki
holocenu – wyginęła.
Wydaje się, że stanowisko takie nie wytrzymuje krytyki, jeśli zdamy sobie sprawę z tego, że mamuty żyły również w ciepłych krajach,
gdzie lodowca nigdy nie było – a więc na terenach dzisiejszej Hiszpanii, południowych Włoch, na Sycylii, na Bałkanach, w Grecji,
wokół północnej części Morza Czarnego i jeziora Kaspijskiego, a w Ameryce Północnej żyły w okolicach Nowego Jorku, który
znajduje się na poziomie Rzymu. Dwa gatunki mamutów i trzy gatunki mastodontów żyły także na ciepłej Florydzie (USA), która
znajduje się na poziomie Sahary i Egiptu. Mamuty żyły także na dnie Zatoki Meksykańskiej na zachód od Florydy, której wielka
przybrzeżna część (szelf) była suchym lądem przed holocenem. Mamuty żyły także w Meksyku i dalej na południe aż w Hondurasie,
który leży w tropikalnej strefie zwrotnikowej, zaledwie 1,500 km od równika. A więc widzimy, że nie chodzi tu o rzekomo surowy
i mroźny klimat, do którego miały się przystosować mamuty – skoro żyły także w strefie tropikalnej.
Obfite owłosienie mamutów, które miało je rzekomo chronić przed niskimi temperaturami i mroźnym wiatrem również jest słabym
argumentem, ponieważ mamuty żyły także w klimacie tropikalnym. Obfite owłosienie dużych ssaków niekoniecznie musi wskazywać
na zimny czy mroźny klimat, jeśli zważymy, że w klimacie tropikalnym obfite owłosienie mają goryle, szympansy, orangutany,
pawiany, owce i leniwce żyjące w tropikalnych lasach Amazonii i wiele innych zwierząt. Obfite owłosienie nosorożców włochatych,
które żyły w górnym paleolicie na podobnych terenach płn. Syberii jak mamuty, także nie musi wskazywać na ich rzekome
przystosowanie do mroźnego klimatu za kołem podbiegunowym, skoro te same nosorożce żyły w tym samym czasie również
w Afryce północnej i na półwyspie iberyjskim. Jako dowód dobrego przystosowania Mamutów do srogich warunków panujących
za kołem podbiegunowym wskazuje się na ich stosunkowo małe uszy, które miały je rzekomo chronić przed utratą ciepła.
Cóż z tego, skoro mamuty żyjące przed holocenem na ciepłej Florydzie, w tropikalnej strefie Meksyku i Hondurasu także
miały małe uszy.
Przytoczę jeszcze, że na Syberii na płw. Tajmyr ok. 800 km za kołem podbiegunowym (!) mamuty, wilki, konie, bawoły i łosie
żyły przynajmniej od 40 tys. lat aż do holocenu. A więc jakim cudem konie i łosie – chociaż nie posiadały tak obfitego futra
jakie miały mamuty – także przetrwały okres lodowcowy, w tym okres maksymalnego zlodowacenia, który miał mieć miejsce
20–18 tys. lat temu? Można dość często spotkać argument mówiący, że wielkie ciosy (kły) mamutów służyły im do wygrzebywania
trawy spod lodu – ale jak radziły sobie z tym problemem pasące się obok mamutów konie i łosie?… Nie mówiąc już o tym,
że stojący mamut nie był w stanie sięgnąć kłami gruntu.
Otóż wydaje mi się, że doskonale zachowane ciała mamutów w bryłach lodowych świadczą dobitnie, że zabił je gigantyczny deszcz
i grad przetwarzający się natychmiast w powstający lodowiec. A więc, moim zdaniem, wraz z początkiem holocenu nastąpił koniec
epoki charakteryzującej się klimatem bardzo ciepłym i wilgotnym, nastało wielkie ochłodzenie klimatu ziemi i nastąpił początek epoki
lodowcowej, która trwa do chwili obecnej. To właśnie światowy potop, który miał miejsce ok. 13,5 tys. lat temu i związane z nim
wielkie zmiany klimatyczne na ziemi, spowodowały wielką zagładę mamutów, nosorożców włochatych, lwów i innych przedstawicieli
wielkiej fauny, które żyły dotychczas w tropikalnym klimacie daleko poza kołem podbiegunowym. Mamuty, zmywane przez potężne
wody potopu w pradoliny obecnych rzek, ginęły tonąc w błocie, a bardziej na północy zamarzały, również w błocie, pod gwałtownie
tworzącym się lodowcem. Doskonale zakonserwowane w zmarzlinie lodowej przetrwały aż do obecnych czasów. Wynika stąd,
że lodowiec musiał tworzyć się w momencie zagłady mamutów. Wielkie cmentarzyska mamutów znaleziono w Europie, na Syberii
i na Alasce z którą, przed holocenem, było połączenie lądowe zwane Beringią. Kości mamutów znajdowano przeważnie w pradolinach
rzek, gdzie były zmywane przez błoto potopu. Muł w drogach oddechowych zamrożonych mamutów świadczy, że wyginęły one przez
utonięcie. Potop i związane z nim ogólnoświatowe zmiany klimatyczne na całej Ziemi spowodowały też zagładę wielu innych
przedstawicieli przedholocenowej fauny światowej: – nosorożców włochatych, niedźwiedzi jaskiniowych, lwów jaskiniowych,
tygrysów szablastych, tygrysów szablozębnych, żubrów pierwotnych, jeleni olbrzymich, hien jaskiniowych, 4. metrowych wielbłądów
żyjących na Alasce, osłów i koni amerykańskich, 6 metrowych leniwców brazylijskich i wielu, wielu innych zwierząt żyjących
przed holocenem od setek tysięcy i milionów lat.
Mamuty zaczęły głodować ok. 10 tys. lat temu. Renomowane czasopismo „Science” z kwietnia 2003 r. podaje, że dziesięciu
duńskim naukowcom dowodzonym przez Eske Willersleva z Uniwersytetu w Kopenhadze wystarczyły dwugramowe próbki zmarzłej
na kość syberyjskiej gleby, by znaleźć DNA wymarłych mamutów i bizonów, do dziś żyjącego zająca, leminga (drobny gryzoń),
konia i woła piżmowego sprzed 30 000 lat. A do tego plejady roślin – poczynając od mchów, a kończąc na trawach. Próbki osadu,
w którym znaleziono kopalne DNA pobrano w Nizinie Kołymskiej we Wschodniej Syberii. Wielką zagadką paleontologii było
na przykład, jak mamuty czy bizony mogły przetrwać okres maksymalnego zlodowacenia (ok. 22–16 tys. lat temu). Jeśli Azję
porastała wówczas tak uboga, rzadka i twarda roślinność, jaka dziś tworzy tundrę na północnej Syberii, to czym żywiły się
te wielkie ssaki? Z badań kopalnego DNA wynika jednoznacznie, że flora ówczesnej Syberii była zdominowana przez jadalne
rośliny zielne i trawę. Pokarmu więc nie brakowało. Co ciekawsze, flora stała się mniej przyjazna zwierzętom ok. 10 tys. lat temu,
gdy smaczne rośliny zielne zaczęły ustępować twardym krzewom. Mamuty zaczęły głodować. Być może dlatego nie dotrwały
do naszych czasów. Tyle pisze „Science”. Referencje: Science News, April 19, 2003; Vol. 163, No. 16, p. 244
Obecnie panuje przekonanie, że wraz z nastaniem holocenu nastąpiło ocieplenie klimatu, ponieważ lodowce cofnęły się i epoka
lodowcowa dobiegała końca. Natomiast rewelacje duńskich naukowców zaprzeczają temu poglądowi i ukazują, że wraz
z nastaniem holocenu nastąpiło ochłodzenie klimatu: „smaczne rośliny zielne zaczęły ustępować twardym krzewom a mamuty
zaczęły głodować”. A więc przed holocenem, za kołem polarnym, musiał panować ciepły klimat, skoro była tam obfitość
„smacznych roślin zielnych”, wśród których żyły mamuty i wiele innych zwierząt w górnym paleolicie (43–13 tys. lat temu).
Odkrycia duńskich naukowców doskonale korespondują z moją teorią mówiącą, że maksymalnego zlodowacenia
(22–16 tys. lat temu) po prostu nie było, skoro „flora ówczesnej Syberii była zdominowana przez jadalne rośliny zielne i trawę”,
a daleko za kołem podbiegunowym pasły się mamuty, nosorożce, konie, łosie, bizony i żyły lwy, wilki, a także żyli kromaniończycy.
Otóż wg przedstawionej w niniejszej pracy hipotezy, zarówno początek ostatniego wielkiego zlodowacenia, jak i jego maksymalny
zasięg nastąpił ok. 13,5 tys. lat temu. Zaś w górnym paleolicie (43–13,5 tys. lat temu) lodowca być nie mogło.
Renifery, jak wiadomo, są przystosowane do chłodnego klimatu. Jednakże w górnym paleolicie renifery żyły również na południu
Europy. Malowidła naskalne kromaniończyka (sprzed 14 tys. lat) przedstawiają dwa renifery, znajdują się w grocie
Font-de-Gaume w Dordogne, w płd. zachodniej Francji. Również w jaskini Cosquer, której wejście znajduje się 37 metrów
poniżej poziomu Morza Śródziemnego, 10 km od Marsylii, odkryto naskalne malowidło przedstawiające renifera. Malowidło
to wykonane zostało ręką kromaniończyka, którego obecność w jaskini datowana jest na okres górnego paleolitu
– od 27 do 18,5 tys. lat temu. Otóż z chwilą, kiedy 13,5 tys. lat temu pojawił się lodowiec, to żadne zwierzęta na świecie
nie były przystosowane do zimna i m.in. dlatego dziesiątki gatunków wyginęło. Renifery natomiast, spychane przez ludz
i zwierzęta drapieżne na północ, przystosowywały się do zimna wraz z ustępującym lodowcem. Natomiast przed holocenem,
w tym samym ciepłym środowisku w Europie (i na całym świecie) żyły obok siebie lwy, renifery, hieny plamiste, konie, mamuty,
antylopy saiga, wilki, susły, tygrysy szablozębne, jelenie olbrzymie, lisy, niedźwiedzie, łosie i nosorożce włochate – a wśród nich
żył nasz przodek – kromaniończyk. Nie było wtedy lisów polarnych ani niedźwiedzi polarnych, ponieważ panował wówczas
przedholocenowy, bardzo ciepły klimat na całej ziemi, łącznie ze strefą podbiegunową.
Epoka lodowcowa której nie było (43–13,5 tys. lat temu)
13,5 tys. lat temu nastąpił potop, w rezultacie którego powstał wielki lodowiec w płn. Europie, Ameryce i Azji. W Europie,
holocenowi już ludzie zaczęli stopniowo kolonizować polodowcowe tereny dopiero wtedy, kiedy lodowiec stopił się
i wyparował z określonych obszarów.
Polska. Na Pomorzu, w okolicach Szczecina, ok. 12 tys. lat temu żyli już polodowcowi ludzie.
Litwa – została zamieszkana ok. 12 tys. lat temu.
Szwecja. 13 tysięcy lat temu obszar dzisiejszej Szwecji przykrywała gruba pokrywa lodowa. W miarę topnienia i parowania
lodowca pojawiają się pierwsi ludzie, przybyli prawdopodobnie z terenów Polski. Najstarsza siedziba ludzka w płd. Szwecji
pochodzi sprzed 12 tys. lat.
Anglia. Pierwsi ludzie pojawiają się w Anglii ok. 12 tys. lat temu, dokąd dotarli ówczesną drogą lądową, ponieważ poziom
oceanów był wówczas o wiele niższy od obecnego.
Norwegia – ok. 11 tys. lat temu.
Finlandia – ok. 10 tys. lat temu.
Irlandia. Pierwsi ludzie przyszli z Anglii do Irlandii ok. 8 tys. lat temu przez ówczesny pomost lądowy. Obecnie szelf.
Islandia. Pierwsi ludzie, ze względu na zbyt zimny klimat, przybyli tu dopiero ok. XII w. nowej ery.
Szwecja. Istnieniu ostatniej epoki lodowcowej Würm (która miała mieć miejsce ponoć od ok. 60 tys. lat temu do holocenu)
zaprzeczają znaleziska kości mamutów w Szwecji pochodzące sprzed 55–45, 32 i 22 tys. lat temu. Szwecja powinna być wtedy
pod lodowcem… Pragnę przypomnieć, że największy zasięg ostatniego zlodowacenia przypada, wg obecnych przypuszczeń,
właśnie na okres ok. 20 tys. lat temu! A więc mamuty pasły się w Szwecji prawie dokładnie w tym okresie, kiedy pokrywa lodowa
sięgała w Polsce linii Zielonej Góry i prawie Warszawy! Oczywiście tak być nie mogło i nasze mamuty żyły w Szwecji co najmniej
od 43 do 13 tys. lat temu, kiedy im żaden lodowiec nie przeszkadzał. Ogólnie znaleziono 24 stanowiska mamutów w środkowej
i południowej Szwecji. Jedna grupa znalezisk datowana jest na ok. 55–45 tys. lat temu, inna na 32–22 tys. lat temu. Gdyby nawet
w górnym paleolicie były pewne regresje lodowca, to i tak mamuty nie mogłyby żyć w Szwecji w żadnym okresie
epoki lodowcowej, tak jak nie mogłyby żyć w Szwecji w cieplejszym (rzekomo) polodowcowym holocenie, jak również obecnie.
Według obecnych przypuszczeń wygląda to tak, jakby szwedzkie mamuty przetrwały dziesiątki tysięcy lat epoki lodowcowej,
kiedy cała Szwecja była pokryta lodem, a wymarły w początkowym okresie holocenu, kiedy klimat ocieplił się i lodowiec
zaczął topnieć… W Finlandii także znaleziono kości i zęby mamuta.
Anglia. Podobnie paradoksalna sytuacja była w Anglii. W czasie ostatniej epoki lodowcowej, kiedy ogromna część Anglii była
pokryta lodowcem… żyli tam kromaniończycy, oraz żyły mamuty, nosorożce, konie, dziki, ogromne jelenie megaloceros, tury,
renifery, łosie, bawoły, antylopy, wilki, rysie, rosomaki, niedźwiedzie i lwy, a kiedy lodowiec w Anglii znikł i klimat rzekomo
ocieplił się w początkowym okresie holocenu – to duża część tych ssaków wymarła…
Walia. Około 26,000 lat temu, grota Kendrick's Cave Llandudno zamieszkana była przez kromaniończyków. W Goats Hole Cave
on Gower (Red Lady of Paviland) odkryto szkielet kromaniończyka sprzed 25,000 lat. Krzemienne narzędzia znaleziono
w Ffynnon Bueno i Cae Gwyn caves blisko Tremeirchion in Flintshire.
Wilczyce k. Sandomierza. W obozowisku kromaniończyka sprzed 15 tys. lat, w Wilczycach koło Sandomierza, odkrytego
w 1994 r. przez dr Hannę Kowalewską-Marszałek z Instytutu Archeologii i Etnologii PAN, natrafiono na kości mamuta, nosorożca
włochatego, lisa, leminga, renifera, niedźwiedzia, bobra oraz konia, który okazał się głównym zwierzęciem spożywanym przez
kromaniończyka. Ponadto znaleziono kamienne i kościane narzędzia i schematyczne figurki Wenus wykonywane w kości słoniowej,
rogu, kamienia i gagatu, przedstawiające wizerunki kobiet. Naukowcy polscy uważają, że panował wówczas chłodny klimat
– a środowisko przypominało lasotundrę. Stanowisko to stoi w sprzeczności do faktu, że w tym samym czasie kromaniończycy,
a także mamuty, lwy, konie, łosie tury, rosomaki i nosorożce włochate, żyły w Berelekh, na Wschodniej Syberii 600 km na północ
od koła podbiegunowego. A więc jeśli w strefie podbiegunowej panował wówczas klimat zbliżony do tropikalnego
– to tym bardziej w Polsce. W Polsce istnienie mamutów stwierdzono w okresie 21–14 tys. lat temu.
Fauna plejstoceńska, która wyginęła wraz z nastaniem holocenu
Nachylenie osi Ziemi do ekliptyki mogło być przed holocenem niewielkie. Z chwilą pojawienia się Księżyca na orbicie Ziemi,
nachylenie Ziemi stało się bardzo duże i wynosiło prawdopodobnie tyle co obecnie – 23,3 stopnia. Otóż, kiedy Księżyc pojawił się
na orbicie Ziemi, ta była skierowana do Słońca jeszcze dłuższy czas tylko jedną stroną – Półkulą Wschodnią, podczas kiedy
Półkula Zachodnia pozostawała w zacienieniu. Ta hipoteza wyjaśniałaby dlaczego na Pókuli Zachodniej lodowiec osiągnął o wiele
większy zasięg (aż do linii Nowego Jorku), niż stosunkowo niewielki (linia Zielona Góra – Warszawa) na Półkuli Wschodniej
i dlaczego o wiele więcej gatunków mega fauny wyginęło w Ameryce niż na Półkuli Wschodniej. Gdyby Ziemia, w momencie
powstawania lodowca, posiadała obrót dobowy jak dzisiaj, to zasięg zlodowacenia byłby mniej więcej podobny na obu półkulach.
Opadnięcie przedholocenowej pary wodnej, przez którą dochodziło światło słoneczne umożliwiające roślinom fotosyntezę,
również w Ameryce, spowodowało wielki kataklizm. Nagle, w obu Amerykach, zapadły na dłuższy czas ciemności i dotkliwy
brak światła słonecznego, co spowodowało wyginięcie ogromnej liczby roślin, które z kolei pociągnęło za sobą wymieranie
roślinożernej i drapieżnej fauny. Dosłownie wszystkie duże ssaki (ok. 33 gatunki) wyginęły w Ameryce Północnej całkowicie.
W Ameryce Południowej być może jeszcze więcej. Obecne 12 gatunków wszystkich dużych ssaków jakie żyją
w Ameryce Północnej, jak jelenie, niedźwiedze, bizony, pumy, łosie, karibu, wapiti, woły piżmowe i wilki, przybyły
do Ameryki już po potopie razem z ludźmi kultury Clovis (pierwsi ludzie w Ameryce Płn.) przez Beringię, która
była lądem jeszcze przez ok. 4 tys. lat po potopie. Zaś na oświetlonej do dziesiątków tys. lat Półkuli Wschodniej nie było
tak dramatycznego wymierania wielkiej fauny ani tak dużego zasięgu lodowca jak to miało miejsce w Ameryce Północnej.
W Afryce Południowej wyginęło po potopie 6 gatunków dużych ssaków.
Niektórzy badacze utrzymują, że 13 tys. lat temu nie było żadnej katastrofy spowodowanej zmianą klimatu, a wymarłe wielkie ssaki
w Ameryce… pozabijał ówczesny człowiek kultury Clovis! Głównym orędownikiem hipotezy „Wielkiego Zabijania”
(ang. overkill) był Paul Martin z Uniwersytetu Arizona, który użył tego wyrażenia po raz pierwszy w 1967 r.
Wypada tu odnotować absurdalną hipotezę „Wielkiego Zabijania”, która mówi, że ludzie, którzy przybyli do Ameryki z Azji,
w bardzo krótkim czasie wytępili wiele dużych ssaków, które zamieszkiwały ten kontynent od milionów lat.
Wymieranie dużych ssaków zaczęło się niemal równolegle z pojawieniem się tzw. ludzi Clovis ok. 13 500 lat temu,
i na tej zbieżności dat opiera się ta hipoteza. Hipoteza „Wielkiego Zabijania” wydaje się absurdalna, ponieważ wymieranie
dużych ssaków miało miejsce dokładnie w tym samym czasie także w Europie, Azji, Ameryce Południowej i Afryce.
A więc w tej gigantycznej zagładzie wielkich ssaków, począwszy od daty 13,5 tys. lat temu, musiał towarzyszyć ogolnoświatowy
czynnik nie mający z działalnością człowieka absolutnie nic wspólnego. Jeleń olbrzymi (Irish elk), przykładowo,
wymarł w Irlandii 11 tys. lat temu, podczas kiedy holocenowy, polodowcowy już człowiek pojawił się w Irlandii 8 tys. lat temu.
To nie człowiek doprowadził 12,5 tys. lat temu do wyginięcia koni w Ameryce Północnej – twierdzi w „Nature” paleontolog Dale Guthrie
z Uniwersytetu Alaski (USA). Dlaczego zatem zniknęły? Uczony winą obarcza zmiany klimatyczne. Jego zdaniem, konie wymarły
ok. 13–12,5 tys. lat temu z powodu szybkiego ochłodzenia się klimatu, kiedy to w Ameryce Północnej zniknęły trawy.
– To było przyczyną wyginięcia tych ściśle trawożernych ssaków. (...). Najciekawsze jest to, że tuż przed wymarciem konie te były wyraźnie
mniejsze od swoich poprzedników – zauważa Guthrie. Za „Gazetą Wyborczą” 25-11-2003 r.
Stanowisko Paleontologa Dale Guthire dobrze koresponduje z przedstawioną w niniejszej pracy hipotezą mówiącą, że wraz z nastaniem
holocenu nastała epoka lodowcowa i nastąpiło ochłodzenie klimatu na Ziemi. Konie w Ameryce Północnej przed wymarciem zaczęły
degenerować się i karleć, podobnie jak mamuty, które wymarły na wschodnio-syberyjskiej wyspie Wrangel dopiero ok. 3,800 lat temu.
Chodzi o los ostatnich mamutów karłowatych, które żyły na wyspie Wrangel na Morzu Arktycznym, na płn. wschodniej Syberii. Otóż wraz
z nastaniem epoki lodowcowej ok. 13,5 tys. lat temu, gwałtownym ochłodzeniem się klimatu i podniesieniem się poziomu mórz światowych
– odizolowane od kontynentu azjatyckiego mamuty (znalazłszy się na nowopowstałej wyspie Wrangel) zdegenerowały się, skarłowaciały
i w końcu wymarły ok. 3,800 lat temu. W chwili wymarcia mierzyły już tylko 1,8 m wzrostu. Gdyby wraz z nastaniem holocenu nastąpiło
ocieplenie klimatu i schyłek epoki lodowcowej, jak się obecnie przypuszcza – to los owych mamutów i koni północno–amerykańskich
byłby zapewne łaskawszy. Wspomniany wyżej amerykański paleontolog Dale Guthrie podaje ponadto, że 13–12,5 tys. lat temu
w Ameryce Północnej zniknęły trawy, co również doskonale koresponduje z przedstawioną tu hipotezą mówiącą,
że epoka lodowcowa zaczęła się ok. 13,5 tys. lat temu – a nie skończyła.
Niektóre ssaki wymarłe w katastrofie plejstocen/holocen.
Tygrys szablozębny. Machajrodon (Machairodus), zamieszkujący Europę i Azję, jeden z tygrysów szablozębnych
(Machairodontidae), wymarłych wielkich kotów o wielkość zbliżonej do lwa. Ich przednie kończyny były wyższe od tylnych,
miały krótki ogon i wyciągalne pazury. Najbardziej charakterystyczną cechą były jednak ogromne (do 20 cm długości) górne kły,
bocznie spłaszczone i na krawędzi ząbkowane oraz brak kłów dolnych. Używanie tak ogromnych kłów możliwe było dzięki temu,
że żuchwa kotów szablozębnych mogła się odchylać od szczęki górnej aż o 90°. Dla porównania – u współczesnych kotów
szczęki rozwierają się tylko na 65°. Koty te nie były przodkami współczesnych nam gatunków. Wyginęły ok. 12 tys. lat temu.
Jeleń olbrzymi (Megalocerous giganteus). Irish elk. Był największym jeleniem jaki kiedykolwiek żył; mierzył ponad 2,1 m
wysokości i miał ogromne rogi 3,6 m szerokości (największe spośród wszystkich jeleni). Żył od 400 tys. lat w Europie, Azji i płn.
Afryce. Często nazywany niesłusznie „Irish elk” (irlandzki łoś). Wyginął ok. 11 tys. lat temu.
Mamuty włochate, wielkie (Mammuthus primigenius). Żyły od ok. 200,000 lat temu i wyginęły ok. 11,000 lat temu.
Żyły w Europie od Półwyspu Iberyjskiego po wschodni kraniec syberyjskiej Azji i w Ameryce Północnej.
Dorosły osobnik ważył ok. 6 ton i zjadał ok. 90 kg roślin dziennie. Długość kła dochodzi do 4,8 metra. Nieliczne przetrwały,
w skarlałej fornie, na Wschodnio-Syberyjskiej wyspie Wrangel do ok. 3 800 lat temu. Mierzyły wówczas tylko 1,8 m wzrostu.
Mamut kolumbijski (Mammuthus columbi). Mierzył 4,3 m w kłębie, ważył do 10 ton. Długość kłów do 4,5 m.
Żył na obszarach Ameryki Północnej, na Florydzie, w Meksyku i w Hondurasie. Wyginął ok. 12,5 tys. lat temu.
Mastodont amerykański (mammut americanum), nieco mniejszy od obecnych słoni. Mierzyl 2,4 m w kłębie. Żył od Alaski
do środkowego Meksyku. Polowali na niego ludzie kultury Clovis. Wyginął ok. 11 tys. lat temu.
13 500 lat temu, mamuty żyły w tropikalnej strefie w Hondurasie, zaś na ciepłej Florydzie
żyły także mamuty i trzy gatunki mastodontów.
Photo courtesy of David Reichelt, Curator the Pecos
Rio Grande Museum of Early Man. Texas, USA.
Tygrys szablastozębny (Smilodon fatalis). Żył na obszarze obu Ameryk. Wys. 1,2 m. Żył od 1,8 milliona lat. Długość kłów
– do 18 cm. Wyginął ok. 12 tys. lat temu. http://members.aol.com/Dinofiles/saber.jpg
Wielbłąd Amerykański (Camelops hesternus). Wys. 3,6 m, dużo większy od współcześnie żyjących wielbłądów. Żył od milliona
lat w Ameryce Północnej – od Alaski do środkowego Meksyku. Wyginął ok. 11 tys. lat temu.
Różnice poziomu oceanów w holocenie
Wraz z jednoczesnym nastaniem potopu, holocenu i epoki lodowcowej, wody potopu zamieniające się w strefie podbiegunowej
w gigantyczne opady gradu, potworzyły ogromne czapy lodowe, które na północy pokrywały wielkie obszary Europy,
Azji i północnej Ameryki. W następnych tysiącleciach lodowce topniały i parowały, podnosząc stopniowo poziom oceanów.
Badania próbek pobranych z dna Morza Czarnego wykazały, że zalanie tego przedholocenowego słodkowodnego jeziora nastąpiło
około 7,500 lat temu. Wtedy to słone wody Morza Śródziemnego przelały się przez cieśninę Bosfor (której najwęższe miejsce miało
mniej jak jeden kilometr szerokości) i wypełniły bardzo nisko położone (ponad 100 m niżej), słodkowodne „jezioro czarne”
zamieniając je z czasem w słone Morze Czarne.
Niedawno, Mark Siddall z Centrum Oceanograficznego Uniwersytetu Southampton przedstawił model komputerowy, którego wyniki
ogłosił w „Paleooceanography”, w 2003 roku. Otóż wg symulacji komputerowych, zalanie „jeziora czarnego” nastąpiło 8,4 tys. lat temu.
Brytyjski badacz uważa, że trzeba było ok. 34 lat, aby poziom obu mórz się wyrównał.
Poziom oceanów podnosi się do chwili obecnej, ponieważ lodowce wciąż topnieją i wyparowują. Lodowa czapa na biegunie
północnym zniknie w ciągu najbliższych 50 lat. Już za pięć lat arktyczna pokrywa lodowa stopi się na tyle, że statki handlowe będą
mogły bezpiecznie przepływać przez morza na północ od Syberii i Kanady, które dziś jeszcze są skute lodem. „Wieczny lód” arktyczny
wcale nie jest wieczny – twierdzą naukowcy z NASA, powołując się na analizę zdjęć satelitarnych. Średnia temperatura w tych
rejonach Ziemi wzrasta o 1,2 st. C na dekadę. To wystarczy, aby co dziesięć lat ubywało blisko 10 proc. arktycznego lodu!
Jeżeli będzie on nadal znikał w tym tempie, najpóźniej do końca stulecia może go już nie być wcale. Wszystko wskazuje na to, że lodu
ubywa coraz szybciej. Źródło: Josefino Comiso z Centrum Lotów Kosmicznych NASA w Greenbelt w stanie Maryland.
Wyniki badań opublikował październikowy numer czasopisma „Geophysical Research Letters” w 2002 roku.
Niedawno odkryto podwodne ruiny dwóch miast: Kanopos i Menutis, w zatoce Aboukir, kilka kilometrów na północ od Aleksandrii
w Egipcie. W czerwcu 2001 r. w zatoce Aboukir u wybrzeży Aleksandrii w Egipcie francuski archeolog dr Franck Goddio odkrył
miasto Heraklejon ok. 6 km od brzegu. W Zatoce Aleksandryjskiej znajduje się ponad 2,500 bloków skalnych, z których niektóre
ważą ponad 70 ton. Bloki te leżą 5–10 m poniżej poziomu morza. Najstarsze głazy należą do XII dynastii faraonów i mają prawie
4000 lat a najmłodsze pochodzą z XXVI dynastii i mają ok. 2,600 lat.
Podwodny Monument Yonaguni. Przy brzegach japońskiej wyspy Yonaguni odkryto znajdujący się pod powierzchnią morza
olbrzymi monument wykonany ręką człowieka. Wyspa Yonaguni należy do archipelagu Yaeyama i jest najdalej na zachód wysuniętą
wyspą w Japonii. Yonaguni znajduje się 520 km na płd. zachód od wyspy Okinawa. Monument Yonaguni mierzy ok. 120 metrów
długości i ponad 40 metrów szerokości. Najwyższe fragmenty monumentu znajdują się 4,8 m pod powierzchnią morza, natomiast
podstawa znajduje się około 25 metrów poniżej powierzchni morza. A więc wysokość tej megalitycznej struktury wynosi ok. 20 m.
Wiek monumentu oszacowano na ok. 12–8 tys. lat, co wydaje się mało prawdopodobne, ponieważ nigdy nie znaleziono ani jednego
megalitu, który by odpowiadał temu przedziałowi czasowemu. Wiek Monumentu Yonaguni przypada przypuszczalnie na okres
5,5–4 tys. lat temu – tak jak wszystkich innych tego typu ogromnych wyrzeźbień megalitycznych. Monument Yonaguni udowadnia
ponad to, że wczesna epoka megalitów przypada na okres, kiedy poziom mórz światowych był przynajmniej 25 m niższy od obecnego.
Archipelag Bahamów. Zatopione bloki skalne odnaleziono także w 1969 blisko Florydy w archipelagu Bahamów, przy brzegach
wysp Bimini i Andros na głębokości od 6 do 30 metrów. Jest to rząd wielkich megalitów rozciągających się jako dwie równoległe
ściany na długości ok. 600 metrów.
Wyjątkowa jaskinia Cosquer. W roku 1985 Hénri Cosquer, zawodowy nurek francuski, odkrył 175 metrowej długości jaskinię
(jaskinia Cosquer), której wejście znajduje się 37 metrów poniżej poziomu Morza Śródziemnego, 10 km od Marsylii. Na ścianach
jaskini (częściowo zalanej wodą morską), ponad poziomem wody, odkrył wiele malowideł prehistorycznych zwierząt wykonanych
ręką kromaniończyka. Obecność kromaniończyków w jaskini datowana jest na okres górnego paleolitu od 27 do 18,5 tys. lat temu.
W jaskini znaleziono ślady trzech ognisk z licznymi pozostałościami węgla drzewnego. Znaleziono również sześć wiórowych narzędzi
krzemiennych, czyli krzemiennych nożyków-żyletek (blades). Nie znaleziono natomiast żadnych przemysłów drewnianych,
ceramicznych ani skórzanych.
Poziom oceanów w holocenie (wg przypuszczeń autora):
9 tys. lat temu -70 m
4,5 tys. lat temu -30 m
i przed holocenem, w górnym paleolicie:
od 43 tys. do 13,5 tys. lat temu -125 m
Poziom Morza Bałtyckiego (wówczas słodkie jezioro) niższy od obecnego o ok. 60 m.
Poziom Morza Czarnego (wówczas słodkie jezioro) niższy od obecnego o ok. 100 m.
Sahul i Sunda
Przed holocenem było znacznie więcej powierzchni lądowej na Ziemi, ponieważ poziom oceanów był ok. 125 m niższy od obecnego.
Kontynent Australijski był wówczas większy i obejmował dodatkowo Nową Gwineę i Tasmanię. Ten plejstoceński kontynent nazywa
się Sahul i był oddzielony od drugiego – również nieistniejącego dziś subkontynentu Sunda – wąską, ok. 80 km cieśniną.
Istnienie subkontynentu Sunda również powodował ten sam niższy poziom oceanów. Przedholocenowy subkontynent Sunda stanowił
południowo–wschodnią Azję połączoną z wielkimi wyspami dzisiejszej Indonezji jak Borneo, Sumatra, Jawa, Celebes oraz dzisiejszych
Filipin, jak Luzon, Mindanao i inne. Między Sundą i Sahulem pozostawała cieśnina o bardzo głębokich wodach, z małym archipelagiem
wysp, noszących nazwę Wallace (od nazwiska angielskiego paleontologa A. Wallace’a). Subkontynent Sunda (a zwłaszcza Borneo)
był zasiedlony już przez pitekantropa (Homo erectus) ok. 300,000 lat temu, natomiast na Sahul kromaniończyk dotarł
ok. 40,000 lat temu, pokonując jakoś ok. 80 km przestrzeń morską jaka dzieliła Sundę od Sahula. 40 tys. lat temu nie było przypływów
ani odpływów mórz światowych, ponieważ nie było Księżyca na orbicie Ziemi. Oceany przed holocenem przypominały gigantyczne
jeziora o dużo większym zasoleniu niż obecnie. Bez przypływów i odpływów wody mieszały się w dużo mniejszym stopniu.
W takiej sytuacji na powierzchni mórz mogły tworzyć się wokół wysp, których jest wielka ilość w Indonezji, gigantyczne nawodne
pola roślinności i gleby, łączące wyspy pomiędzy sobą. Być może po takich właśnie nawodnych polach przeszedł kromaniończyk
z Sundy na Sahul – a więc z Azji do Australii. Niektórzy badacze utrzymują, że człowiek pojawił się w Australii 50 a nawet
60 tys. lat temu. Jest to mało prawdopodobne, ponieważ kromaniończyka wóczas jeszcze nie było na świecie, a neandertalczyk
nigdy nie dotarł nawet do wschodniej Azji. Na skutek topniejących, popotopowych lodowców w holocenie i podniesienia poziomu
oceanów, Tasmania oddzieliła się od kontynentu Sahul ok. 8–7 tys. lat temu. Po tym okresie aborygeni tasmańscy nie byli już
prawdopodobnie odwiedzani przez aborygenów australijskich, ani nikogo innego, aż do pojawienia się Europejczyków. Nowa Gwinea
i Australia były połączone także aż do ok. 8–7 tys. lat temu.
Jakieś 125 tys. lat temu, podczas cieplejszego okresu pomiędzy zlodowaceniami, kiedy bieguny Ziemi były o 3-5 st. C cieplejsze niż dziś,
średni poziom morza był o mniej więcej osiem metrów wyższy niż obecnie - piszą naukowcy w "Nature". styczeń 2010
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80355,7434537,Zaleje_nas_morska_fala_.html